Site Loader
Patronite

O infantylizmie debaty słów parę

Zrobiło się ostatnio w mediach głośno o Grecie Thunberg, 16-letniej aktywistce klimatycznej ze Szwecji. Jej wystąpienie otwierające Szczyt Klimatyczny ONZ podzieliło publiczność na – jak to zwykle w takich sytuacjach bywa – zaciekłych przeciwników dziewczyny, którzy nie odpuszczą żadnej okazji, by ją wyśmiać lub wyszydzić, oraz zwolenników, wygłaszających peany na cześć jej zorientowania w sytuacji klimatycznej, odwagi, świadomości przerastającej przeciętnego prawicowego „szura” itd. Mało, a może nawet w ogóle nie mówi się o samym zjawisku, jakim jest wystąpienie dziecka (!), które strofuje (choć właściwie lepszym określeniem byłoby tutaj „ochrzania”) ludzi dojrzałych, na stanowiskach, podejmujących decyzje o wpływie globalnym.

Jak to się stało, że dzieci z roli tych, które mają słuchać się dorosłych, wyrastają na pełnoprawnych uczestników debaty, w niektórych sytuacjach traktowanych nawet w sposób uprzywilejowany? Sądzę, że kluczowe są tutaj dwa pojęcia: infantylizm i emocje. Spór ideologiczny, który zdominował debatę europejską, nie toczy się już (a przynajmniej nie jeszcze) na oddziały czy kawalerie, a na informację i sposób jej dystrybucji. Obie strony konfliktu muszą więc odpowiednio dostosowywać się do tzw. dyskursu, odbieranego przez każdego, kto włącza telewizor, otwiera gazetę czy przegląda Facebooka. Istnieje zasada – poziom wypowiedzi musi być dostosowany do prostego odbiorcy, a jeżeli odbiorca rozumuje na coraz niższym poziomie i jest podatny na propagandę, informacja, która do niego dociera, powinna ów poziom utrzymywać. Jak więc w dobie popkultury przesiąkniętej fake newsami, patostreamami, clickbaitami i innymi wynalazkami nowoczesnej „kultury postmodernistycznej” komunikować? Najlepiej na poziomie i przy wykorzystaniu dzieci.

Z tej okazji przytoczę anegdotę, którą stanowi moje własne doświadczenie. Otóż nie dalej jak pół roku temu będąc w Londynie, udałem się do muzeum sztuki nowoczesnej Tate Modern. W jednej z sal odbywało się coś w rodzaju happeningu, przy okazji którego odbyłem kuriozalną rozmowę z jednym z – jak mniemam – kuratorów tego przedsięwzięcia. Zaproponował mi on udział w „eksperymencie”, polegającym na wpisaniu na tablicę dowolnej, wybranej przeze mnie idei, która moim zdaniem miałaby uczynić świat lepszym, po czym dodał, że KAŻDA nowa idea czyni świat lepszym. Nie mogłem się powstrzymać, żeby przekornie nie zapytać, czy nowoczesny antysemityzm również uczyni świat lepszym, na co skonsternowany aktywista odpowiedział, żebym oczywiście traktował jego słowa „with a pinch of salt”. Szokujący przypływ szczerości – jak to, nagle mam nie traktować jednego z głównych sloganów owego wydarzenia poważnie? W owej sali przy stołach siedziały dzieci w wieku do – na oko –  czternastu lat. Wszystkie wpisywały na karteczki swoje własne idee, które to miałby uczynić nasz świat lepszym. Na odchodne zapytano mnie jeszcze, co sądzę o obniżeniu wieku wyborczego i angażowaniu nieobecnego dotychczas głosu dzieci do debaty publicznej. Przez myśl przeszły mi obrazki z dzieła Williama Goldinga „Władca Much”, w którym to poddane całkowitej samowolce dzieciaki dokonują rzezi, jakiej nie powstydziliby się najwybitniejsi towarzysze XX wieku , ale nie chciałem brylować, wyszedłem więc raczej zmieszany.

Dziś mówi się wiele o wychowaniu demokratycznym, o tym, że każdy głos jest ważny, organizuje się przecież nawet specjalne posiedzenia Sejmu Dzieci i Młodzieży (krytykowane chyba tylko przez śp. prof. Wolniewicza), zapominając chociażby o zideologizowanych hunwejbinach Mao Zedonga czy Hitlerjugend. Bo czy głos dzieci, które nie są jeszcze wystarczająco rozwinięte i doświadczone, jest głosem odpowiedzialnym? Czy może być w ogóle głosem samodzielnym? Jaka jest różnica między dzisiejszymi dzieciakami uciekającymi ze szkoły, żeby protestować przeciwko zmianom klimatycznym czy – najbardziej chyba znamienne – nietolerancji, a marszami hunwejbinów czy szkolnymi pochodami pierwszomajowymi?

Infantylizm przekazu jednak działa. Wściekła Greta Thunberg wzbudza emocje, a poruszone masy patrzą i myślą: spójrzcie, temu dziecku odebrali marzenia! Młody chłopiec zbulwersowany Marszem Równości w Płocku staje naprzeciw niego z krzyżem w ręku, przywołując na myśl marsz Cezarego Baryki w groteskowej wersji czy też inspirujący go zmitologizowany akt ks. Ignacego Skorupki. W wywiadach mówi o tym, jak to maszeruje zło, które reprezentuje lewica, jak to kapitalizm byłby zbawienny dla naszej gospodarki, a modernistyczny, posoborowy kościół nie staje na wysokości zadania. Właśnie – mówi, ale nie swoimi słowami, a kalkami z kilku znanych liderów pewnego prawicowego ugrupowania. Sejmy Dzieci i Młodzieży, spontaniczne protestowanie przeciwko zmianom klimatycznym itd. są również przepełnione cytatami z ideologów obu stron politycznego sporu.

Przewiduję, że aktywizacja ideologiczna nieletnich będzie narastać. Już dawno zauważono, że używanie emocji, żeby wzbudzać emocje, po prostu działa. Traktowanie zdania profesora na równi z rozemocjonowanym dzieckiem, a nawet faworyzowanie i nagłaśnianie młodzieżowego głosu w opozycji do opresyjnych dorosłych (w duchu Floydowskiego We don’t need no education; teachers, leave those kids alone) może się przynieść opłakane rezultaty. Czy zrobimy z tym coś, nim dojdzie do tragedii, czy zaczniemy działać za późno i świat wokół nas stanie się taki, jaki opisuje Golding na ostatnich kartach swego dzieła?

Zapraszamy również do przeczytania felietonu poświęconego technice przechwytywania symboli, który przygotował Rainer Zybura, inny członek naszego zespołu redakcyjnego.

Edward Hopper

Jeżeli podobał Się państwu ten wpis i generalnie uważają Państwo naszą działalność za cenną, to serdecznie zapraszamy do wsparcia przedsięwzięcia budowy Encyklopedii Antykultury. Szczegóły pod linkiem.

Post Author: Jakub Zgierski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.