Site Loader
Patronite
św. Augustyn

Ludzka godność w świetle wiary katolickiej (i nie tylko)

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół!

Ten fragment ewangelii Mateusza (5; 43-44) słyszał chyba każdy, kto w swoim życiu miał niewątpliwą przyjemność mieszkać na „Zachodzie”. W kolebce „Cywilizacji Łacińskiej”, stojącej twardo na fundamencie chrześcijaństwa. Jakże niewielu jednak zdaje sobie sprawę, co tu tak naprawdę zostało powiedziane.

Nietzsche, Luter i Kant

W zestawieniu z występującym bezpośrednio wcześniej przykazaniem „nadstawiania drugiego policzka” i „oddawania płaszcza” może się wydawać, że to tylko kolejne narzędzie uległości, kolejny pretekst do uczynienia czyjegoś ucisku bardziej znośnym, by nie musieć go przezwyciężyć. Tak w każdym razie widział to Fryderyk Nietzsche, jako słabość, jako niezdolność do zemsty.

Inni postrzegają to przykazanie jako odnoszące się wyłącznie do stanu wewnętrznego. Ma ono być istotne tylko w sferze uczuciowej, nie musi mieć ekspozycji na zewnątrz. Nieprzyjaciół można wyżynać „jak wściekłe psy” według określenia Marcina Lutra (mówił o powstających przeciw władzy chłopach), a to, że się ich przy okazji kocha, ma znaczenie tylko między wyżynającym a Bogiem. Do podobnego nurtu można zresztą zakwalifikować Kalwinów, palących w Genewie Miguela Serveta.

Jeszcze inni widzą tu przesłanki do zbyt wielkiej tolerancji dla zła. „Miłowanie nieprzyjaciela” ma być przyczyną bierności, swoistego stuporu, niesprzeciwiania się w obliczu ludzkiej krzywdy czy łamania ustalonych zasad. Zasada miłości nieprzyjaciół zdaje się wyłączać inne, np. konieczność upominania grzeszącego (Mateusz 18;15-17), zdaje się paraliżować moralny sprzeciw. Tak, na was patrzę Grupo Filmowa Darwin.

Żeby właściwie zrozumieć istotę tego przekazu, trzeba przede wszystkim zdefiniować sobie, czym jest ewangeliczna „miłość”, co to znaczy kogoś „miłować”. W największym skrócie, miłość to bezinteresowne życzenie, by osoba kochana była w jak najlepszej sytuacji. Miłość w chrześcijaństwie to dążenie bytu do dobra, to poszanowanie dobra, to afirmacja drugiej osoby i szczere intencje w stosunku do niej. Miłość jest najgłębszym z ludzkich uczuć, występuje tam, gdzie nie żąda się niczego w zamian, gdzie pojawiają się troska i życzenia prawdziwego szczęścia.

Dalej musimy określić, kim są owi „nieprzyjaciele”. Tutaj sprawa jest już prostsza – wyobraź sobie, drogi czytelniku, człowieka, który dokonał najobrzydliwszej zbrodni, jaka przychodzi Ci do głowy. Wyobraź sobie najokrutniejszy akt bezprawia, wycelowany w jednostki najsłabsze, najbardziej niewinne, bezbronne. Wyobraź sobie kogoś, kto z uśmiechem na ustach dokonuje tych wszystkich nieludzkich potworności. To jest między innymi ten nieprzyjaciel. Jeśli za punkt odniesienia w tym rozważaniu przyjmiesz sobie akurat jego, z innymi będzie łatwiej.

Czym więc jest „kochanie nieprzyjaciół”? Czy Jezus wymaga niemożliwego? Heroizmu graniczącego z szaleństwem? By życzyć szczęścia człowiekowi, który z zimną krwią zamordował swoją rodzinę? Albo porwał, zgwałcił i zabił dziecko?

Augustyn z Hippony i miłosierdzie

Katolicy mają to szczęście, że swoistą latarnią w poruszaniu się po piśmie są dla nich wskazówki Ojców Kościoła. Jeden z nich, Augustyn z Hippony, autor pierwszej syntezy chrześcijańskiej, wyraził kiedyś zdanie, które według mnie najpełniej oddaje istotę omawianego problemu: „Kochajcie ludzi, tępcie błędy”. To jest idea, o której dzisiaj dużo się słyszy – miłosierdzie.

Złu należy z całą siłą się przeciwstawiać. Uległość wobec zła, bierność, stupor: to wszystko postawy, które sam święty Augustyn określał jako niebezpieczne i szkodliwe. Państwo (zgodnie z teorią „bicza Bożego”) musi karać, częstokroć bardzo surowo. Jednak uzasadnieniem tej kary nigdy nie jest zemsta. Nigdy nie jest emocjonalne wyładowanie się, lincz na skazanym. Uzasadnieniem jest zwalczanie zła, ciągle na pierwszym miejscu widząc człowieka omotanego złem. Człowieka, który zawsze ma szanse się naprawić, uzyskać łaskę, zmienić swoje życie. Grzechem przeciw Duchowi Świętemu jest według Augustyna brak nadziei.

Paradoksalnie (i wielu może zdziwić takie zestawienie) wtóruje mu Immanuel Kant, określając formułę „człowiek zawsze musi być celem samym w sobie, nigdy środkiem do celu”. Ta postać imperatywu kategorycznego jest szczególnie ważna i stanowi trzon koncepcji tzw. godności osobowej. Jest ona przyrodzona, ma ją każdy przedstawiciel gatunku homo sapiens, i niezbywalna – nie można jej pozbawić ani siebie, ani nikogo innego. Stanowi podstawę całej europejskiej cywilizacji: konstytucja Niemiec (art. 1), Włoch (art. 3), Hiszpanii (art. 10), Polski (art. 30).

Człowiek jak cel

Człowiek jako cel to taki, którego zawsze jako pierwszego mamy na względzie. Ludzkie życie, wolność, sumienie, prywatność – nigdy nie mogą być utylitarnie traktowane jako wyłącznie narzędzie. Linczując, atakując, znęcając się nad „nieprzyjacielem”, nie stanowi on dla nas celu. Stanowi środek, być może do osiągnięcia jakiejś satysfakcji, wypełnienia pierwotnego poczucia sprawiedliwości. I dlatego zakazaliśmy tortur i nieludzkiego traktowania (art. 40 Konstytucji). Tak samo, gdy opluwamy, szydzimy, poniżamy – zawsze mamy siebie na względzie. Niektórzy złudnie myślą, że robiąc to, stają w imieniu ofiar.

Jezus nie wymaga od nas odpuszczenia złu. Nie chce strachu, nie zakazuje sprawiedliwego używania siły i przymusu. Jezus nie rozdziela tych sytuacji ze względu na to, czy mamy rację, czy nie mamy racji. Jezus nie pyta o kaliber zbrodni, jaką „nieprzyjaciel” popełnił. Jezus uczy, że należy zawsze widzieć w drugim człowieku po prostu człowieka. I chcieć dla niego dobra, choćby musiał ponieść konsekwencje swoich czynów.

Zachęcam do takiego patrzenia na świat i katolików, i nie-katolików. Zanim znowu do głowy przyjdzie myśl o tym, że chociażby morderca 10-letniej Kristiny nie zasługuje na traktowanie z godnością, zanim znowu z ust wyjdzie okrzyk czy spod klawiatury komentarz o tym, czego byśmy mu nie urwali ani czego gdzie nie wsadzili – zastanówmy się. Nie tego uczy nas Jezus, nie o tym pisze Kant, i wreszcie nie tego wymaga Konstytucja, która tak wielu osobom nie schodzi obecnie z ust.

Mikołaj Górny

Jeżeli podobał Się państwu ten wpis i generalnie uważają Państwo naszą działalność za cenną, to serdecznie zapraszamy do wsparcia przedsięwzięcia budowy Encyklopedii Antykultury.

Kliknij
aby dowiedzieć się więcej

Post Author: Piotr Zdunek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.